|
Warning: file() expects parameter 2 to be long, string given in /web0152.php on line 20 Warning: Division by zero in /web0152.php on line 22 |
|
|
|
| strona główna | encyklopedia | ciekawostki | galerie | przyjaciele e-łosia | księga gości | ankieta | linki | kontakt | |
|
|
To był najpiękniejszy dzień tegorocznych wakacjiKiedy rano wstałam, pogoda była wspaniała. Z niechęcią ubrałam się i pomyślałam:
"Dlaczego musimy teraz jechać i szukać łosi? Kto wpadł na taki genialny pomysł?"
No szczerze mówiąc - ja! "Gdy układałam Szlak Stu Łosi", zobaczenie bagien biebrzańskich wydawało mi się wręcz obowiązkowe. Teraz jednak chętnie zostałabym jeszcze kilka dni w Olsztynie. Podobno na Warmii też są łosie. Niestety leśniczówka Grzędy czekała. No trudno i tak trzeba się ubrać.
Podczas śniadania myślałam o poruszeniu tematy pozostania tu kilka dni dłużej. Przypomniałam sobie w porę, że nocleg w sercu Biebrzańskiego Parku Narodowego jest już zarezerwowany. Z drugiej strony jechaliśmy przecież szukać łosi, moich ulubieńców.
Kiedy wsiadłam do samochodu, Agnieszka przypomniała mi o Kadzidłowie. Zamarłam, ponieważ ruszyliśmy, a ja nie pamiętałam, jak się tam jedzie. Znalazłam odpowiedź na moje pytanie w książce pod tytułem "Polska - najpiękniejsze miejsca". Już po dwóch minutach wiedziałam nie tylko o Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, ale też o fermie parzystokopytnych w pobliskim Kosewie Górnym. A przecież parzystokopytne to krowy, muflony, daniele oraz łosie!
Szybko odszukałam obie wsie w atlasie i podałam mamie trasę na Kosewo. Znalezienie fermy jeleniowatych zajęło nam mało czasu. Weszliśmy tam do niedużego domku i w jednej chwili wypatrzyłam zdjęcie małego "łopatacza". Zaczęłam więc rozmawiać na jego temat z panią, która okazała się pracownikiem Polskiej Akademii Nauk. Powiedziała wreszcie:
- Dobrze, że tyle wiesz na temat łosi, ale jest jeden problem: my ich tu nie hodujemy.
I wtedy poczułam, że świat się wali. Tyle nadziei i nic.
Przewodniczka oprowadzała nas po fermie. Można było przypuszczać, że tego terenu nie dotknęła jeszcze cywilizacja, gdyby nie ciągnące się wokół siatki. Podziwiałam z daleka muflony, głaskałam daniele i sarny, ale nadal pozostawałam smutna.
Po pewnym czasie pani powiedziała:
- Skoro jesteś tak grzeczna, to coś ci pokażę.
Moje serce zabiło mocniej.
"Czyżby jednak był tu łoś? Ciekawe jaki? Łosza? Duży byk? A może łoszak?"
Setki pytań kłębiło mi się po głowie.
W małej szopie leżał mały łoś o imieniu Bartuś. Był bardzo chory, bo ludzie, którzy się nim wcześniej opiekowali, karmili go chlebem. Przecież to nie jest jedzenie dla małych łoszaków!
Mimo, że był bardzo słaby, wstał i dał się pogłaskać. Drapałam go leciutka za uszami, dotykałam jego milutkiego pyska i prosiłam, żeby wyzdrowiał. Miał takie mądre spojrzenie i myślę, że mnie zrozumiał. Był cudowny.
Po odwiedzinach u Bartusia, pani zaprowadziła nas do małego muzeum, w których wisiały poroża różnych zwierząt, a głównie łosi. Zrzucają je przecież co roku.
Szczęśliwa pożegnałam się, wsiadłam do samochodu. Ruszyliśmy do Kadzidłowa. Tam też były łosie, ale widziałam je tylko z daleka.
Jeszcze tylko wspaniałe muzeum w leśniczówce Pranie i wieczorem zajechaliśmy do celu, czyli leśniczówki Grzędy. Z tego miejsca codziennie wyruszaliśmy na poszukiwania. Ostatecznie spotkałam łoszę o imieniu Narew. Głaskałam ją, a nawet karmiłam jabłkiem. Jednak spotkanie z Bartkiem na zawsze pozostanie w mej pamięci.
Te wakacje były naprawdę udane, a dzień wizyty w Kosewie był najwspanialszym dniem.
|
|
e-łoś by wojtek nowak 2000 - 2008 |
|