2004-03-11, Kończę konkurs na imię dla łosia.
Trudno mi było wybrać jakieś imię. Jednak Rodzinnie wytypowaliśmy imię, które przesłał ktoś raczej o nietypowym poczuciu humoru:
pierdzielisko@wp.pl - Łoślak
|
Warning: file() expects parameter 2 to be long, string given in /web0157.php on line 20 Warning: Division by zero in /web0157.php on line 22 |
|||
|
|||
| strona główna | encyklopedia | ciekawostki | galerie | przyjaciele e-łosia | księga gości | ankieta | linki | kontakt | |||
|
|
imię dla łosiaJestem trochę inną miłośniczką łosi. Od czerwca tego roku wychowuję osobiście młodego łoszaka-byczka, mówiąc krótko zastępuję mu jego padłą mamę. Chyba zacznę od początku. Jestem żywym dowodem na to, że marzenia się spełniają. Od dziesięciu lat jestem biologiem w Stacji Badawczej IP PAN w Kosewie Górnym koło Mrągowa (na Mazurach) i zajmuję się głównie jeleniami i danielami, których w ośrodku jest prawie 500 szt. Bardzo często dostajemy od myśliwych, leśników i zwykłych ludzi zgłoszenia o różnych dzikich zwierzętach, które miały wypadek, straciły matkę itp. Przeważnie były to małe sarny, czasem dzikie ptaki, zając, rzadko jeleń, wydry. Przyjmuję wszystkie zwierzęta w miarę możliwości, bo Stacja nie jest schroniskiem dla dzikich zwierząt i zwyczajnie nie mamy na to funduszy. Ale jak tu odmówić, wiedząc że takich specjalistycznych ośrodków dla tych zwierząt nie ma?
W czerwcu tego roku, zadzwonił do mnie pewien nadleśniczy aż spod Lublina pytając, czy przyjmę osierocone zwierzę. Zgodziłam się w ciemno, choć jeszcze nie wiedziałam, kto będzie moim nowym podopiecznym; gdy usłyszałam, że to mały łoś, nie mogłam uwierzyć własnym uszom i kilkakrotnie powtórzyłam pytanie, czy oby na pewno, czy go widział, w jakim jest wieku, w jakim stanie, czym karmiony (lawina podstawowych pytań). Właśnie spełniało się jedno z najskrytszych marzeń mojego życia, by los pozwolił mi zaopiekować się kiedyś małym łosiem, patrzeć jak rośnie i aby w przyszłości (tak jak inne wychowane przeze mnie zwierzaki) mógł "pracować", (pokazując się) dla innych wolnych zwierząt. Aby ludzie patrząc na niego zrozumieli, że zwierzęta są piękne, mądre i mają takie samo prawo do życia i środowiska naturalnego, jak my, ludzie. Że to my, ludzie jesteśmy najgorszymi ssakami na świecie i psujemy wszystko czego się tkniemy.
Nie namyślając się długo (chociaż byłam w 6 m-cu ciąży) wzięłam samochód z przyczepką i ok. 13 wyruszyłam w drogę po łośka wraz z moją 5 letnią córeczką i jednym z naszych wolontariuszy. Na miejsce dotarliśmy ok. 20, nadleśniczy poprowadził nas do gospodarstwa w którym mieszkał łoś. I kolejny raz w takich przypadkach opadły mi ręce na widok malucha. Ludzie chcą dobrze, ale z niewiedzy, braku odpowiednich warunków i wiedzy robią źle. Mój miesięczny łoś przywitał mnie wychodząc z osra..... chlewika, gdzie mieszkał razem ze świniami. Był malutki, wyglądał na 2-3 dniowego łoszaczka, w dodatku zabiedzonego. Pobiegł do domu, gdzie w kuchni dostał butelkę z mlekiem, ze smoka, który miał dziurę prawie jak mój mały palec... próbowano dać też mu "chlebek" na drogę, ale po moim stanowczym oburzeniu obyło się bez. Już w tedy wiedziałam, że będą kłopoty, ale jakie to miało się to dopiero okazać. Po załatwieniu formalności przekazania mi zwierzaka ruszyliśmy w drogę powrotną, na miejscu byliśmy o 5 rano, wysadziliśmy malucha do szopy i sami powędrowaliśmy na krótki odpoczynek do łóżek. Wykończona (tyle godzin za kółkiem), ale szczęśliwa zasnęłam od razu. Pobudka była o 8 rano, bo trzeba nakarmić łosia. Wiedziona doświadczeniem wiedziałam, że nie będzie to proste. Miesięczne zwierze ma już swoje nawyki, przyzwyczaiło się do miejsca, opiekunów. Pierwsza próba oczywiście spełzła na niczym, mały zamknął buzie i ani rusz nie chciał wziąć smoka, biegał w kółko, płakał i niezbyt był zadowolony z nowego miejsca. Potrzebowaliśmy oboje czasu, żeby się do się przyzwyczaić, poznać on mój zapach i głoś, a ja jego przyzwyczajenia. Mogłam go wreszcie dokładnie obejrzeć i niestety nie był to najpiękniejszy widok. Zwierzak miał rozwolnienie, o czym świadczyła oklejona pupa, był bardzo chudy, można mu było policzyć żeberka, a mięśni zadu w ogóle nie było, futro miał zmierzwione i matowe, tkliwy brzuch (w ogóle nie można go było dotknąć w okolice brzucha bo okropnie piszczał) i jakoś dziwnie kasłał. Diagnoza była jedna, nie ma na co czekać, wezwaliśmy zaprzyjaźnionego weterynarza. Tego dnia skończyło się na dożylnej kroplówce wzmacniającej, witaminach, antybiotyku i pozostawieniu go w spokoju aby mógł dojść do siebie (po tylu stresujących chwilach jakie przeżył).
Ludzie, u których był popełnili kilka błędów:
Drugiego dnia pobytu u nas wreszcie się przełamał, zaczął lizać moją brodę, a potem ssać butelkę z kozim mlekiem. Huśtawka w jego zdrowiu i z tym związana, moich nastrojów trwała całe wakacje. Ciągle była biegunka, leki i troska czy przeżyje. Ostatecznie pod koniec sierpnia wszystko się unormowało i łośko mógł wyjść ze swoją koleżanką (z którą się wychowywał) Rózią (łańką jelenia) na wybieg. Codziennie rano wychodzili na spacer na kwaterkę dla nich przygotowaną, a wieczorem koniecznie oboje biegli do szopy. Łoś potrafił w szczycie wypić na raz nawet 3 litry koziego mleka na jedno karmienie.
Pewnej soboty łośko już nie chciał iść na swój wybieg i zaczął zwiedzać podwórko w koło domu, obgryzać śliwkę, dziką różę. Tak spędził cały dzień razem z Rózią, gromadką kotów i psami-samojedami. Stwierdziłam więc, że nadszedł czas aby dostał duży wybieg, gdzie mógłby spędzać całe dnie i noce. Od tej pory mój pupil rośnie jak na drożdżach, obecnie waży ok. 160 kg i nie ma śladu po jego chorobach. Pięknie się rozwija, ma już zaczątki pierwszego poroża i je jak smok. Łosie są bardzo wrażliwe i ciężko chowają się w niewoli. Mają specjalne wymagania co do paszy, dlatego mój łosiek dostaje specjalny granulat (który sprowadzam, aż z pod Bydgoszczy) oraz suszone gałęzie (które przygotowywaliśmy wspólnie ze studentami całe lato).
Czekam już na wiosnę, kiedy będę mogła łosia i Rózię przenieść na duży 8 hektarowy wybieg z dużym "bagienkiem" i laskiem. Mam nadzieję, że wyrośnie na piękne zwierzę i pomoże mi uzmysłowić ludziom, że zwierzaki czują , oddychają i mają takie samo prawo do życia jak ludzie.
Łoś długo nie miał imienia, bo bałam się, że nie przeżyje i nie chciałam zapeszyć, a imię nadane przez poprzednich opiekunów -Bartek, nie mogło być przyjęte bo tak nazywa się mój mąż. Pieszczotliwie nazwałam go "Osiek", ale bardzo bym chciała, żeby czytelnicy łośkowej strony pomogli mi wybrać bardziej "dostojne" imię dla mojego pupila.
![]() Zapraszam też wszystkich miłośników zwierząt, do odwiedzenia latem moich pupilów. Oprócz zwierząt mieszkających w Stacji Badawczej PAN (tj. ok. 500 danieli i jeleni), są jeszcze moi milusińscy:
W opiece nad zwierzakami pomaga mi na co dzień moja rodzina, tj. mój mąż Bartek i córeczki 10 letnia Basia i 5 letnia Zosia.
2004-03-11, Kończę konkurs na imię dla łosia.
Trudno mi było wybrać jakieś imię. Jednak Rodzinnie wytypowaliśmy imię, które przesłał ktoś raczej o nietypowym poczuciu humoru: pierdzielisko@wp.pl - Łoślak |
||
|
e-łoś by wojtek nowak 2000 - 2008 |
|
||